Od kilku tygodni bardzo często odbieramy telefony z całej Polski, z prośbą o interwencję. Obecnie mamy okres, w którym młode sowy wychodzą z gniazd, uczą się latać i jak to raczkujące dzieciaki czasami coś się nie uda i wylądują na ziemi. Pisklaki instynktownie wiedzą jak się ratować i wspinają się z powrotem na drzewo. Niestety zanim to zrobią są w wielkim niebezpieczeństwie, ponieważ drapieżniki naziemne mogą je zabić.
Historia jaką opowiemy ma na celu pokazanie jak silny instynkt rodzicielski posiadają sowy, a także to, że warto zawsze próbować.
Któregoś popołudnia zadzwonił Krzysiek Krzywicki – członek naszego Stowarzyszenia – z informacją, że na jednym z portali Pan Paweł Koziuk opublikował zdjęcie młodego puszczyka, który został znaleziony na ziemi przy jego posesji. Przejęty tą sytuacją szukał informacji, co w takich przypadkach należy robić. Napisaliśmy do pana Pawła poprzez stronę FB prośbę o kontakt oraz wskazówki, aby ptaka odstawić na drzewo, pod którym został znaleziony. Po pewnym czasie otrzymaliśmy odpowiedź, że ptak trafił do weterynarza, a odłożenie na drzewo jest raczej niemożliwe, co w późniejszym czasie okazało się prawdą. Drzewa (dwie topole) były prawie bez liści i bez gałęzi – efekt ogłowienia – tak więc nie było możliwości bezpiecznego odstawienia pisklaka. Po odebraniu puszczyka pojechaliśmy w to miejsce, aby odłożyć go na jakieś inne, najbliższe drzewo i wybór padł na daglezję. Niestety prognozy pogody nie były optymistyczne. Zapowiadano burze oraz obfite opady deszczu. Zdecydowaliśmy więc zabrać go ze sobą i zając się karmieniem, aż do momentu polepszenia pogody. Teraz się do czegoś przyznamy… gdyby nie świadomość, że jego miejsce jest na wolności i nie mamy prawa mu jej zabierać, to nie wiem jakby się to skończyło. Taki z niego słodziak był :). Deszcz padał dwa dni, a my w tym czasie zbudowaliśmy budkę. Po czterech dniach od chwili znalezienia puszczyka pod drzewem, pisklak znów trafił w okolice dziupli. Z jednej strony byliśmy pewni, że rodzice o nim nie zapomnieli, z drugiej zaś niepokój był, w końcu to 4 dni! Budko została powieszona na daglezji  i z niecierpliwością czekaliśmy na efekt. Kolejna kontrola i kamień z serca! Nasz pisklak miał się bardzo dobrze, a na dodatek jego rodzeństwo było w pobliżu. Niestety jedno z nich spadło na ziemię i tym razem szybszy był kot :(.

Tradycyjny komentarz:
W takich sytuacjach, najczęściej wystarczy takiego podlota podsadzić na drzewo i sprawa załatwiona. Są jednak sytuacje, kiedy należy zrobić coś więcej. Gdyby tego puszczyka wsadzić z powrotem na ogołocone drzewo prawdopodobnie ponownie wylądowałby na ziemi. Poza tym na drzewie bez liści i gałęzi byłby widoczny przez drapieżniki np. jastrzębia. Zbudowanie i wywieszenie budki w pobliżu dziupli, zabezpieczyło naszego szkraba przed takimi niebezpieczeństwami.
Kolejna rzecz. Sowy posiadają bardzo silny instynkt rodzicielski i nawet po kilku dniach są wstanie na nowo rozpocząć karmienie swojego potomstwa. Warto więc zawsze próbować!

Podziel się! Share!Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter

Dołącz do nas już teraz

Twoje członkostwo i aktywność w Stowarzyszeniu pomoże zachować przyrodę, chronić populacje sów i szerzyć wiedzę o tych wspaniałych ptakach. Przyłącz się do nas.

Zostań członkiem SOS »

Atlas Sów Polski

atlas.sowy.sos.pl

Największa baza gromadząca obserwacje żywych i martwych sów oraz śladów ich obecności w Polsce. Zgłoś swoje obserwacje!

» Przejdź do: atlas.sowy.sos.pl

Partner BizneSowy

Zapoznaj się z regulaminem naszego programu partnerskiego.

» Przejdź do strony Programu

© 2016 Wszystkie prawa zastrzeżone. Wykonane przez Tru studio